Agnieszka Hyży rezygnuje z Instagrama?
Agnieszka Hyży działa w show-biznesie od ponad dwóch dekad. Prezenterka znana m.in. z „Halo, tu Polsat” prywatnie od 2015 roku jest żoną Grzegorza Hyżego, z którym tworzy patchworkową rodzinę. Niedawno chwaliła się na Instagramie relacją ze wspólnego wyjazdu na narty. „Udało się! Zebrać wszystkich w jednym miejscu, o tej samej porze, włożyć buty narciarskie i dotrzeć na stok to już wielki sukces” – pisała wówczas. Teraz zamieściła na swoim profilu zgoła inny wpis. Zaczęła go od słów:
Rezygnuję z Instagrama.
W dalszej części posta od razu wyjaśniła: „To zdanie wyskakuje mi ostatnio częściej niż reklamy kursów „jak żyć lepiej w 7 dni”. Hyży postanowiła podzielić się z fanami swoimi przemyśleniami w temacie wycofania się z social mediów, zauważając:
„Autorzy, twórcy, ludzie z realnymi umiejętnościami, pracą i doświadczeniem. Tacy, którzy chcą coś wnieść: pokazać proces, podzielić się wiedzą, opowiedzieć historię, a niekoniecznie własną kuchnię, dzieci, dramat lub kontrowersję dnia. I zderzają się ze ścianą. Bo gdy robisz „pod publikę”, zasięgi rosną. Gdy robisz „po swojemu”, algorytm często wzrusza ramionami. Z drugiej strony są też ci, którzy piszą, że już nie chcą być użytkownikami, bo są zmęczeni”.
Szczere wyznanie żony Grzegorza Hyżego
Agnieszka Hyży przyznała, że sama miewała podobne rozterki dotyczące aktywności w sieci. „Moja relacja z Instagramem jest trochę jak status związku na Facebooku: „to skomplikowane”. Były momenty, kiedy byłam na to narzędzie obrażona. Były takie, kiedy czułam do niego czystą niechęć. Potrafiłam przez kilka miesięcy znikać, nic nie publikować i nic nie czytać” – napisała, by dodać:
„Ale były też chwile, gdy działało dokładnie tak, jak powinno: pomagało robić coś dobrego, przekazywać ważne treści, budować społeczność. (…) Jednocześnie social media wielokrotnie mnie zraniły. I to też jest prawda, o której rzadziej pisze się w pożegnalnych postach”.
Gwiazda programu „Halo, tu Polsat” nie ukrywa, że fascynuje ją, jak social media mogą zmienić się w ciągu najbliższych lat. „Dla mnie to w dużej mierze narzędzie pracy. Szanuję możliwość bycia tu i ludzi, którzy są wokół. Ale jak każde narzędzie, w rękach szaleńca bywa niebezpieczne. I chyba dopiero uczymy się, jak trzymać je bezpiecznie” – oceniła, podsumowując:
Nie rezygnuję. Ale też nie idealizuję.
Autor: Maria Staroń