Tą fotografią Anna Lewandowska chce powiedzieć o kondycji swojego małżeństwa? Kadr wiele wyjaśnia [FOTO]

Od kilku tygodni temat małżeństwa Anny i Roberta Lewandowskich powraca jak bumerang. Internauci podejrzewają, że między piłkarzem i trenerką nie jest najlepiej. Teraz do sprawy odniosła się 35-latka i opublikowała jednoznaczne zdjęcie.

Anna i Robert Lewandowscy mają kryzys?

Od kilku tygodni w Internecie trwa dyskusja o kondycji małżeństwa Anny i Roberta Lewandowskich. W sierpniu trenerka na jakiś czas zniknęła z mediów społecznościowych. Część użytkowników Instagrama podejrzewała, że nieobecność trenerki może być związana z jej osobistymi problemami. Oliwy do ognia dolały plotki o jej zażyłej znajomości z instruktorem tańca. 35-latka zdementowała te doniesienia. Wyjaśniła, że wybrała się w podróż i zrobiła sobie przerwę od Internetu, a Mathias to tylko trener bachaty.

Kilka dni temu Robert Lewandowski udzielił wywiadu portalowi Meczyki.pl. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że w czasie rozmowy z dziennikarzem na jego placu nie było obrączki. Od czasu ślubu z ukochaną piłkarza rzadko widywano bez złotego symbolu miłości i wierności. Trudno się wiec dziwić, że znów rozgorzała dyskusja na temat kryzysu w związku gwiazd sportu.

Anna Lewandowska pokazała wymowne zdjęcie. Tak komentuje plotki?

Kapitan polskiej reprezentacji w żaden sposób nie odniósł się do domniemań internautów. Wygląda jednak na to, że postanowiła zrobić to jego żona. Anna Lewandowska na swoim Instastories udostępniła zdjęcie, którym najprawdopodobniej chciała uciszyć plotki i zakończyć spekulacje na temat jej małżeństwa. Trenerka opublikowała fotografię, którą, według opisu, zrobiła im córka. Sześcioletnia Klara uchwyciła w obiektywnie romantyczną chwilę.W kadrze widać, jak Anna i Robert spacerują po hiszpańskiej plaży. Mocno trzymają się za ręce i wyglądają na szczęśliwych i ciągle zakochanych. Nic nie wskazuje na to, by ich małżeństwo miało się ku końcowi.

Instastories Anny Lewandowskiej / fot. @annalewandowska

Autor: Katarzyna Krzyżak-Litwińska

Komentarze
Czytaj jeszcze: