Turniej Czterech Skoczni. Ci zawodnicy przeszli do historii! Zasady rywalizacji, wysokość nagrody

Turniej Czterech Skoczni odbywa się już po raz 70. Kilku skoczków odniosło w nim spektakularne zwycięstwo. Na jakich zasadach rozgrywa się konkursy?

Wysokość nagrody

Zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni to nie jedynie kwestia prestiżu, zdobycia trofeum w postaci Złotego Orła. To także większa niż zwykle nagroda finansowo. W poprzednich latach wynosiła ona 20 tys. franków szwajcarskich, czyli jakieś 89 tys. zł. Z uwagi na to, że w tym roku rozegra się jubileuszowa 70. edycja Turnieju, organizatorzy postanowili zwiększyć nagrodę.  Za zgarnięcie Złotego Orła skoczek otrzyma aż 100 tys. franków. Ale nie chodzi o sam Turniej Czterech Skoczni, każde zawody: w Oberstdorfie, Garmich-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen, wliczają się do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i walki o Kryształową Kulę. Dodatkowo zwycięzca każdych zawodów w PŚ dostaje 10 tysięcy franków nagrody, czyli około 44 tysiące złotych.

Rywalizacja w systemie KO

Kwalifikacje do konkursu decydują nie tylko o występie w pierwszej serii. Na podstawie zdobytych miejsc ustalane są pary skoczków. W pierwszej serii rywalizują oni dwójkami, odbywa się swego rodzaju pojedynek. Zawodnik, który uzyska w parze lepszy wynik punktowy, przechodzi do drugiej serii. Biorąc pod uwagę, że kwalifikacje przechodzi 50 zawodników, łatwo przeliczyć, że w ten sposób jedynie 25 zawodników trafia do finału. Jak wiadomo, w drugiej serii pojawia się 30 zawodników. 5 z nich to przegrani z par, co prawda przegrali ze swoim przeciwnikiem, ale uzyskali doskonałe noty.

Historyczni zwycięzcy

By wygrać Turniej Czterech Skoczni, trzeba uzyskać najwyższą sumę punktów za wszystkie 8 skoków konkursowych. Polacy wygrali turniej 5 razy:

Kamil Stoch w latach 2017, 2018 i 2021

Dawid Kubacki w 2020 roku

Adam Małysz w 2001 roku

Co ciekawe, jedynie 3 zawodnikom udało się zwyciężyć w Turnieju, mając jednocześnie na koncie zwycięstwo w każdym konkursie, byli to: Sven Hannawald, Kamil Stoch i Ryoyu Kobayashi.

Autor: Judyta Nowak

Komentarze
Czytaj jeszcze: