Wraca temat „afrykańskich” kleszczy. Co warto o nich wiedzieć?

Temat „afrykańskich” kleszczy jest cykliczny i w ostatnich latach powracał regularnie. Naukowcy coraz częściej obserwują przedstawicieli tego gatunku w Polsce. Czy groźnie brzmiący pajęczak jest dla nas zagrożeniem? Co warto o nim wiedzieć?

fot. Shutterstock, zdj. ilustracyjne
fot. Shutterstock, zdj. ilustracyjne

„Afrykański” kleszcz w Polsce. Przypadków coraz więcej

W maju 2024 roku temat „afrykańskiego” kleszcza bardzo mocno zdominował krajowe media. Podano wówczas informację o zaobserwowaniu egzotycznego gatunku na Dolnym Śląsku. W rzeczywistości jednak nie był to pierwszy taki przypadek: naukowe dokumentacje odnalezienia go na terenie naszego kraju pojawiły się już w 1979 roku. Faktem jest jednak, że ostatnie lata przyniosły większą liczbę obserwacji.

„Afrykański” kleszcz to w tak naprawdę Hyalomma marginatum, czyli kleszcz wędrowny. Swoją nazwę zawdzięcza zasięgowi występowania, które obejmuje Azję oraz północną Afrykę. Przyczepia się do ptaków i zwierząt gospodarskich, dzięki czemu dociera w znacznie dalsze rejony, nawet do północnej Europy.

Gdzie w Polsce widziano kleszcza wędrownego?

Naukowcy postanowili dokładniej przyjrzeć się temu, w które obszary Europy dostał się kleszcz wędrowny. Dziś rozszerzył swój zasięg występowania o m.in. Hiszpanię. Francję, Grecję, Czarnogórę, Serbię czy Bułgarię. W ubiegłym roku prof. dr hab. Anna Bajer z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego przekazała, że są już dowody na to, że pasożyty te osiadły na Węgrzech. Dodatkowo wzrasta liczba obserwacji w Niemczech.

Wspomniana badaczka zainicjowała dwuletni projekt „Narodowe kleszczobranie”, by sprawdzić do których rejonów Polski dotarł kleszcz wędrowny. Do Wydziału Biologii UW dotarło już kilkaset przesyłek z pasożytami zebranymi z terenu kraju. W dwunastu przypadkach potwierdzono gatunek Hyalomma marginatum – pochodziły z okolic Krakowa, Zawiercia, Piotrkowa Trybunalskiego i Poznania. Jeden dotarł aż z Trójmiasta.

Powodem rozszerzania zasięgu występowania tego kleszcza są zmiany klimatyczne i coraz wyższe temperatury w lecie, dzięki którym nimfy Hyalomma marginatum przekształcają się w dorosłe osobniki na terenie Polski.

Czy kleszcz wędrowny jest niebezpieczny? Czym różni się od pospolitego?

Kleszcz wędrowny jest przede wszystkim większy od pospolitego – najedzona samica może mierzyć nawet 2 centymetry, choć niektóre media podawały błędne informacje o osobnikach pięciocentymetrowych. Pasożyt dodatkowo przenosi choroby, w tym wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej i bakterię riketsji, które mogą wywołać poważne problemy z układem nerwowym.

Kleszcz wędrowny potrafi wyczuć swojego żywiciela z kilku metrów i zacząć go ścigać – to kolejny czynnik odróżniający go od pospolitego, który zwykle czeka na ofiarę np. na gałęziach krzewów czy w wysokich trawach.

Mamy się czego bać?

Najważniejsze jednak, że nie ma powodów do paniki – obserwacje kleszcza wędrownego miały miejsce już w przeszłości, a nawet dziś pasożyt ten nie występuje często, co pokazują badania Uniwersytetu Warszawskiego. W przypadku ataku jakiegokolwiek kleszcza pamiętaj, że schemat postępowania jest ten sam: usuwamy go pęsetą, łapiąc jak najbliżej skóry i wyciągając zdecydowanym ruchem pionowo w górę. Możesz użyć też innych narzędzi, np. kleszczołapek czy lassa, które szczególnie sprawdza się w przypadku mniejszych osobników. Minimalizują też ryzyko „urwania” kleszcza.

Do lekarza zgłoś się wówczas, gdy zaobserwujesz u siebie niepokojące objawy, np. gorączkę lub rumień. 

Oceń ten artykuł 0 0