Zmarła Irena Morawska. Dziennikarka, reporterka i scenarzystka miała 68 lat

Irena Morawska przez lata była dziennikarką związaną z "Gazetą Wyborczą". Zajmowała się również tworzeniem scenariuszy do filmów dokumentalnych. Teraz smutną wiadomość przekazał światu jej przyjaciel Mariusz Szczygieł. Morawska zmarła w wieku 68 lat.

Kim była Irena Morawska?

Irena Morawska  urodziła się w 1954 roku w Ciechanowie. Po ukończeniu studiów pracowała jako nauczycielka WF-u, ale zrezygnowała ze szkoły, aby zająć się dziennikarstwem. W latach 80. ubiegłego stulecia zaczęła pisać na łamach czasopisma "Nowa wieś", pod pseudonimem Agnieszka Neyk. Od 1990 roku była przez 9 lat związana z "Gazetą Wyborczą". Opisywała tam problemy społeczne, przemiany po 1989 roku oraz wydarzenia zagraniczne. Na początku nowego tysiąclecia zaczęła zajmować się realizacją filmów razem ze swoim mężem Jerzym Morawskim. Stworzyła m.in. "Balladę o lekkim zabarwieniu erotycznym", "Czas wojowników" czy "Serce z węgla". Była autorką scenariusza do "Chłopaków do wzięcia".

"Była światłem"

23 sierpnia reporter Mariusz Szczygieł poinformował o śmierci swojej przyjaciółki w mediach społecznościowych. Opublikował post, gdzie w wzruszający sposób pożegnał dziennikarkę.

„Była światłem” – powiedział ktoś, kto widział ją tylko raz w życiu. W marcu 1990 roku poznała nas Hanna Krall i zakochałem się w Irenie Morawskiej od pierwszego wejrzenia - czytamy.

Szczygieł podkreślał, jak wielki talent posiadała Irena. Wspominał ich wspólną pracę w dziale reportażu "Gazety Wyborczej".

Przywoziła „z terenu” (tak lubiła mówić) historie o upadku fabryki czy kataklizmie we wsi, a my czekaliśmy na nie jak na jakieś zagraniczne słodycze. Pisała tak, że pobudzała nasze zmysły. „Ostatnio Henryka Dziczek poczuła się jak zbędny kredens” – takim zdaniem zaczynał się jeden z jej tekstów. Przez jakiś czas było w naszym dziale zdaniem kultowym (...)Fascynowało nas zawsze, co Morawska nowego usłyszała - napisał.

Reporter wspomniał również o tym, jak bliska więź łączyła go z Ireną oraz jej rodziną.

Irena i Jurek Morawscy to najbardziej szczerzy ludzie na świecie. Jeśli tylko powiedziałem, że smakuje mi u nich jakiś włoski ser, już go miałem zapakowany do domu. Jeśli zachwyciłem się lampą na stole, po kolacji ją dostawałem. Pamiętam, jak zasmucili się, że nie zrobiłem prawa jazdy. „Bo mamy – mówiła Irena – taki fajny samochód, który miał być dla ciebie…”. I wszystko to bez ostentacji, z czystego uczucia. Pisząc to, piję na cześć dzisiaj zmarłej Ireny białe wino. Byłaby zachwycona, że akurat jedyne, które mam w lodówce to białe morawskie - zakończył.

Dziennikarz opublikował również dwa archiwalne zdjęcie, na których widać m.in. Irenę Morawską oraz Hannę Krall.

Autor: Iga Chmielewska

Komentarze
Czytaj jeszcze: