Franciszek Przybylski grał „pierwszego” Łukasza w „M jak miłość”
Serial „M jak miłość” od lat cieszy się niesłabnącą popularnością, a jego bohaterowie stali się rozpoznawalni w całej Polsce. Dla kilkuletniego Franciszka Przybylskiego, który jako pierwszy wcielił się w postać Łukasza Mostowiaka – syna Marty Mostowiak - była to jednak nie tylko przygoda, ale i spore wyzwanie. Aktor szczerze przyznał, że dziecięca sława miała swoją cenę.
To był czas, który pamiętam, jak z innego życia. To bardzo intensywne wspomnienia, bo to rodzaj popularności, o której się dziś nie myśli, bo rzadko co ma dziś taką oglądalność. Dla mnie jako dziecka to było trudne, zawstydzające, ale też to trwało tak długo, że to po prostu było życie, brałem to jak pewnik.
Jak się okazuje, największym problemem nie była zazdrość rówieśników, lecz... dorosłych.
Myślę, że najtrudniejsza była ta zazdrość i to nie od rówieśników, tylko od rodziców, że to nie ich dzieci są tak popularne. Pomogły mi lata terapii, żeby nauczyć się nazywać to, że fakt, iż jestem w centrum uwagi, nie znaczy, że chcę być od kogoś lepszy, tylko po prostu tak jest. Duża przygoda, która mnie bardzo wzmocniła – wyznał aktor.
Mama Franciszka Przybylskiego o cieniach sławy syna
W programie pojawiła się także mama Franciszka, Agnieszka Glińska. Jak przyznała, początkowo udział w serialu miał być tylko krótką przygodą. Franciszek miał grać Łukasza jedynie przez jeden sezon. Kiedy stał się bardzo rozpoznawalny, starał się nie rzucać się w oczy.
To miał być jeden sezon, coś nowego, koniec 90. lat. Pamiętam taki moment, gdy szliśmy ulicą i jakaś grupa ludzi zaczepiła Franka i on się tak zawstydził, a ja sobie zdałam sprawę, co to się może stać. U szczytu popularności wychodziłeś do sklepu i wkładałeś czapkę z daszkiem, apaszkę, bluzę z kapturem, żeby pani w sklepie cię nie rozpoznała – wspominała Glińska.
Przybylski o wsparciu Ostałowskiej
Franciszek Przybylski nie ukrywa, że w trudnych momentach ogromne wsparcie otrzymał od Dominiki Ostałowskiej, czyli serialowej mamy.
Była elementem fundamentalnie odpowiedzialnym za to, że ja przeżyłem tę całą przygodę. Była uziemieniem w tej bardzo dziwnej rzeczywistości. Pozwalała mi się ugruntować i orientować się, że to jest tylko praca, a my jako ludzie jesteśmy naprawdę. Bardzo dużo jej zawdzięczam – podkreślił.
Dziś Franciszek Przybylski nie odcina się od świata mediów. Razem z mamą zadebiutował niedawno jako reżyser w spektaklu „Moralność pani Dulskiej” dla Teatru Telewizji.





